Login:

Hasło:

 autologowanie


rejestracja
zapomniałeś hasła?
Konkurs "Wytypuj Oscary 2012"

Wczoraj poznaliśmy nominacje do nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej, więc zapraszamy Was do udziału w konkursie „Wytypuj Oscary 2012”.więcej...


Konkurs na opowiadanie "Apokalipsa".

Zapraszamy do wzięcia udziału w konkursie na opowiadanie zatytułowanym „Apokalipsa".więcej...


Kliknij, aby przej do Paradoksowego Kalendarium Konwentowego
Widok: treść | komentarze
„Batman”: „Co się stało z Zamaskowanym Krzyżowcem?” - recenzja
Dodano: 03-05-2010 13:57
Odsłon: 1854
Autor: Michał Chudoliński
Redaktor: Motyl

Egmont po raz kolejny konsekwentnie realizuje swoją politykę wydawniczą, polegającą na promowaniu prac zagranicznych autorów znanych i lubianych w Polsce, nie zważając na ich wartość artystyczną. Tym razem padło na „Co się stało z Zamaskowanym Krzyżowcem?”, laureata tegorocznych SFX Sci-Fi Award w kategorii najlepszy komiks oraz nominowanego za najlepszą powieść graficzną w ramach nagród Hugo. Autorzy Neil Gaiman i Andy Kubert, znani z poprawnego i nieco wtórnego „1602”, zabierają nas na ceremonię pożegnalną Mrocznego Rycerza...

„Whatever happened to the Caped Crusader”, bo tak brzmi jego oryginalny tytuł, wydano w Ameryce w chwili pomiędzy „śmiercią” Bruce'a Wayne'a w „Final Crisis”1 a przejęciem jego dziedzictwa przez Dicka Graysona, pierwszego Robina. Ów kontekst jest ważny, gdyż Gaiman stworzył historię dopełniającą obraz protektora Gotham nakreślony w „Batman R.I.P.” Granta Morrisona i w wyżej wymienionym crossoverze. I pomimo tego, że polską edycję komiksu można bezproblemowo czytać bez znajomości niedawnych perypetii Batmana, to jako autonomiczny zbiorek historii broni się słabo.

Rozpocznijmy od przewodniej historii. Poprzedza ją tendencyjny wstęp, który Gaiman nazwał „listem miłosnym”. Wszystkie oznaki szczególne tego typu korespondencji są mocno odczuwalne podczas kameralnej stypy, będącej głównym trzonem fabularnym. Grupka osób ściśle związana z Batmanem przybywa do jednej z piwnic na Crime Alley, gdzie wspomina zmarłego, przedstawiając swój punkt widzenia na temat jego krucjaty i opowiadając o ostatnich chwilach jego życia. Zgromadzeni nie wiedzą jednak, że wielki nieobecny duchem wsłuchuje się w ich historie, próbując odkryć tajemnicę kryjącą się za tym dziwacznym wydarzeniem...

Gaiman w historii pogrzebowej przedstawia swój warsztat w możliwie najbardziej przewidywalny sposób. Momentami odczuwałem wyraźne deja vu w stosunku do ostatniego tomu „Sandmana”, „Przebudzenie”, który notabene pokazywał ostatnią drogę Morfeusza. W odróżnieniu od epitafium dla Władcy Snów, ostatnia historia o Człowieku-Nietoperzu jest jedynie sentymentalną opowiastką o wielkim ładunku metafizycznym, narastającym pod koniec, by na ostatniej stronie powielić zwieńczenie jednego z wątków „Sandmana: Pory mgieł”. Nie to boli jednak najbardziej.

Znamiennie odpychająca jest płytkość emanująca z portretu Mrocznego Rycerza zaprezentowanego przez autora „Gwiezdnego pyłu”. Miłość, jaką darzy tą wielopokoleniową postać, każe mu w nim widzieć nieustępliwego w działaniu superherosa. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że owa sympatia przesłania mu złożoność tego bohatera, tą fascynującą dwuznaczność wyróżniającą go spośród innych trykociarzy. Nie zapominajmy przecież, że Batman to nie tylko symbol nietoperza i rozpoznawalny kostium z długimi uszami. To przede wszystkim inspirująca przypowieść o człowieku, który w dzieciństwie doznał tragicznego doświadczenia absurdu. Strata rodziców w czasie rozboju sprawiła, że świat dla Bruce'a w jednej chwili stał się wrogi i obcy. Z powodu tego wstrząsu nie popadł jednak w rozpacz. Pchany przez niezaspokojoną tęsknotę za zagubionym sensem życia, wykorzystał absurd do realizacji swojej syzyfowej misji. Wziął na swe barki cały ogrom cierpienia, jakie doświadczył, starając się polepszyć bezlitosny świat dążący do autodestrukcji. Pomimo świadomej bezradności wobec niezmiennej natury ludzkiej, wierzył w swoją drogę i odnajdywał w niej spełnienie. Czyni go to pozytywnym przykładem człowieka absurdu, posępnego mściciela-wariata stworzonego przez równie posępną rzeczywistość. Te cechy co prawda przewijają się w omawianym komiksie, ale stanowią one drugorzędny, często nawet trzeciorzędny element najsłynniejszego z superbohaterów. Moim zdaniem popełniono tutaj karygodny błąd. Jakby się tak zastanowić to każdy z superherosów nie poddaje się w swoim działaniu, nieprawdaż?

Jedynym, co ratuje historię Gaimana są sumiennie wykonane rysunki Andy'ego Kuberta. Na łamach „Zamaskowanego Krzyżowca” syn sławnego Joe Kuberta daje popis swojego rzemiosła, interpretując najważniejszych rysowników tworzących nastrój historii dziejących się w Gotham na przestrzeni ostatnich 70 lat. Twórcy na kartach rzeczonego komiksu co chwila mrugają okiem do starszych fanów Batmana – a to Aparo, a to styl opowiadania z ery Boba Kane'a i Billa Fingera. Tu Batman ala Kelley Jones, tam noirowy David Mazzuchelli, tu z kolei odwołanie do serii figurek i pojazdów promujących „Batman: The Animeted Series”. A to dopiero wierzchołek góry lodowej aluzji i nawiązań. Osoby zaznajomione z bat-uniwersum za pan brat będą się świetnie bawić przy ich odkrywaniu. Natomiast zabawa formą języka komiksowego na ostatnich stronach przez Kuberta zasługuje na uznanie.

Kiedy skończymy z daniem głównym to na dalszą kolejkę będą czekać przystawki, czyli dodatki. Są to szkice znane z wydań zeszytowych omawianego komiksu oraz wcześniejsze historie obrazkowe o Batmanie autorstwa Gaimana. Znajdziemy tutaj sławny „Świat w czerni i bieli” rysowany przez Simona Bisleya, w którym autor „Koraliny” po trosze parodiuje specyfikę amerykańskiego rynku komiksowego i superbohaterszczyzny. Są również dwie opowiastki, jakie Gaiman napisał w ramach „Secret Origins” dla Marka Waida, przedstawiające historie Poison Ivy i Riddlera. Są to jednakże historie obrazkowe, na których czas odcisnął swe piętno. Ich rozwiązania i struktura fabularna jest już anachroniczna i bardzo trąca myszką podczas lektury.

Polska edycja wydania zbiorczego jest dokładnym odwzorowaniem pierwotnej wersji amerykańskiej i z tego powodu należą się Egmontowi chapeau bas. Równie dobrze wspominam tłumaczenie Tomasza Sidorkiewicza, pomimo niefortunnego przekładu tytułu komiksu (chociaż kto wie, może krzyżowiec się przyjmie?). Szkoda tylko, że w polskim wydaniu zostają powielone błędy amerykańskich redaktorów. Chodzi mi tutaj o historię „Grzechy pierworodne”, znaną szerzej jako wydanie specjalne „Secret Origins”. Polski wydawca, podobnie jak amerykański, ograniczył się wyłącznie do publikacji materiału tworzonego przez Neila Gaimana, wycinając z środka historii świetne, krótkie formy komiksowe na temat Two-Face'a - autorstwa Alana Granta i Pingwina Sama Kietha. Naprawdę szkoda, że redaktorzy posunęli się na tak nierozsądny krok, gdyż bez tych historii okrojone „Grzechy pierworodne” są tylko cieniem zeszytowego klasyka zdobionego przez jak zawsze świetną okładkę Briana Bollanda.

„Co się stało z Zamaskowanym Krzyżowcem” mogę polecić wyłącznie zatwardziałym wielbicielom Batmana, jak i twórczości Neila Gaimana. Pierwsi odczują frajdę przy przeglądaniu prac Andy'ego Kuberta, drudzy przeczytają klasyczną historię ukochanego anglika, w którym dzieli się swoją miłością do opowiadania przypowieści. I to tyle z pozytywów, niestety. Gaimanowi wyszedł komiks afirmujący etos superbohatera oraz ideały szerzone przez komiksy superbohaterskie, a nawet ich niekonsekwencję. Jak na projekt z potencjałem, twórcy stracili szansę na stworzenie kamienia milowego, o którym można byłoby wspominać latami. Założę się, że za 20 lat powstanie podobny pomysł i oby został wzięty bardziej na poważnie.

 

1. Z początku wychodziło na to, że Batman został zabity podczas ostatecznej walki z Darkseidem. W rzeczywistości promienie oczne boga z Apokolips przeniosły mściciela do paleolitu, skąd już niedługo w „Return of the Bruce Wayne” rozpocznie kuriozalny marsz przez dzieje.

 

Tytuł: "Batman: Co się stało z Zamaskowanym Krzyżowcem?"

  • Scenariusz: Neil Gaiman
  • Rysunki: Andy Kubert, Simon Bisley, Mark Buckingham, Mike Hoffman, Bernie Mireault, Scott Williams, Kevin Nowlan, Matt Wagner
  • Przekład: Tomasz Sidorkiewicz
  • Wydawca: Egmont
  • Data publikacji: 19.04.2010 r.
  • Oprawa: miękka
  • Objętość: 128 stron
  • Format: 170 x 260 mm
  • Cena: 49,90 zł
  • ISBN 978-83-237-3775-9
Średnia ocena: 5.00 (1 głos)


humpel(14-05-2010 17:01)
ciąg dalszy:

2. Dezinformacja czyli jak recenzent broni swojego stanowiska.

Chudy napisał:
"Wiem to, ponieważ czytałem komiks - jego struktura i zakończenie wskazują na to, że nie nalezy do kontinuum. Ponadto w stopce jest zawarta o tym stosowna informacja."
Mnie nadal ciekawi w jaki sposób struktura komiksu może wskazywać na fakt braku przynależności do kontinuum.
I nadal pragnę zobaczyć stopkę, na którą recenzent się powołuje.

Chudy napisał:
"Gdybyś czytał komiks a nie opierał się na niepewnych źródłach internetowych, to byś o tym wiedział :)"
Oficjalna strona internetowa wydawnictwa chyba załatwiła tą sprawę.

Chudy napisał:
"Poza tym najwyraźniej omineło Cię po drodze pare originów Rasy, włącznie z Year One Devin Grayson".
Jak wykazano, "Year One" z originem postaci ma niewiele wspolnego. Czy recenzent ma jeszcze jakieś rewelacje? Jakieś przesłanki, które wyraźnie stoją na przeciw temu, co w "Birth of the Demon" opisano? Z całą pewnością siebie recenzent pisze o "paru originach" - chętnie je poznam. Proszę o namiary.

===
3. Mieć i nie mieć.
Chudy napisał:
"Tomku, to wreszcie masz ten komiks czy go nie masz? Bo na FB napisałeś mi coś innego :)"

Napisalem: "(...) tego Breyfogle'a nie udało mi się zdobyć". I nadal to podtrzymuję. Ale, w dzisiejszych czasach posiadanie albumu na półce nie wyklucza innych form posiadania. Mam dostęp do albumu w innej formie, nie mam go fizycznie w zbiorach.

===
4. Kurioza.
Chudy napisał:
"W rzeczywistości promienie oczne boga z Apokolips przeniosły mściciela do paleolitu, skąd już niedługo w „Return of the Bruce Wayne” rozpocznie kuriozalny marsz przez dzieje."
humpel napisał:
Przeświadczenie o kuriozalności projektów, które jeszcze się nie ukazały (Return of the Bruce Wayne) szkodzą tekstowi.

I od tego momentu zaczynają się wyjaśnienia o tym co autor miał na myśli. A ja powtórze raz jeszcze: czytelnik nie posiada zdolności czytania w myślach.
Weź recenzencie zdanie które cytuje ("W rzeczywistoci (...)"), rozbierz je na części składowe i pokaż palcem które słowo czy związek wyrazowy wskazuje na fakt, że przypuszczań się dopuszczasz ("I nie ocenia, a jedynie przypuszcza. Jest wielka różnica pomiędzy tymi słowami.") co do zbliżającej się miniserii. Bo nadal tego nie widzę (a to szkodzi tekstowi).

===
5. Śmierć.
Chudy napisał:
"Zresztą (tak na marginesie) szczerze uważam, że zabijanie postaci a potem ich wskrzeszanie (i to tak szybko, jak to Brubaker zrobił z Capem) jest kuriozalne, bo jest zwyczjanym robieniem czytelnika w balona. W komiksach superobhaterskich śmierć została odarta z jakiegokolwiek znaczenia i to jest ich wielka wada."
Nie wiem czy zauważyłeś, ale to komiks jest. W nim możliwe jest wszystko, od istnienia "Speed Force" po międzygalaktyczny zespół kosmitów pilnujących porządków. I śmierć nie jest tym, czym w naszym wszechświecie. Wszelkiego rodzaju powroty (czy to łotra, czy herosa) zza grobu (czy jakiegokolwiek innego miejsca odosobnienia) staly się takim samym prawem jak prawo do posiadania złowrogiego klona, świata alternatywnego i tajnej tożsamości.
Nie podoba sie? Może wyrastasz z komiksów. Gratulacje, witamy w świecie mugo^H^H^H^H Dorosłych.

Jako komentarz polecam zainteresowanym lekture "X-Factor" #7 z reakcją Siryn na wieść o śmierci ojca.

i to by było na tyle...
humpel(14-05-2010 16:58)
Skonczmy to, zaiste. Ale nim skończymy, uporządkujmy rzeczy kilka, bo wprowadziłeś kilka dezinformacji, które naprostwania wymagają.

===
1. Tak zwana Trylogia.

Chudy napisał:
"Cała trylogia demona z początku była przynalezna Elsewordlom, a redaktor bat-tytułów Denny O'neil nie umieszczał ich w głównej chronologii."

No to się recenzentowi wydaje. Po pierwsze:
Cała tak zwana "trylogia": Son (1987), Bride (1990), Birth (1992) of the Demon powstawała w po Kryzysie na Ziemiach Nieskonczonych. Bezpośrednio po Kryzysie porządkującym wszelakie nieścisłości sprzed 1986 roku nikomu nie przeszło przez głowę, żeby tworzyć nowe światy równoległe. Wszystkie tomy z Ra's al Ghulem byly tworzone jako część kontinuum (i tak byly odbierane - patrz link ponizej). W 1989 pojawiła się seria tomów sygnowanych jako Elseworlds, nasza trylogia nie została zaadaptowana do tego cyklu, wszystkie wydane tomy nie noszą logo serii, mimo że dwa z nich powstały już po utworzeniu cyklu przygód alternatywnych.
http://news.google.com/newspapers?nid=1309&dat=19930302&id=buQVAAAAIBAJ&sjid=ChQEAAAAIBAJ&pg=1219,1838196

Dopiero wraz z nadejściem "Zero Hour" (1994), gdy nadarzyła sie okazja do wykasowania tego niewygodne, ówczesny redaktor tytułów z Batmanem (i twórca postaci Ra'sa), niejaki Dennis O'Neil oświadczył, że "Son" i "Bride" nie należą do kontinuum (out of continnum). O "Birth of the Demon" (ktorego przypadkowo sam byl autorem), nie powiedzial ani słowa (po co kasować własną pracę, łatwiej zrobić to z pracami kolegi po fachu - Mike W. Barr i jego wizja Demona poszly w odstawkę za sprawą twórcy postaci). A co z trzecim tomem? Obecnie cytowany jako origin Ra'sa. A i wczesniej nie wspominano (przynajmniej ja nie zauwazylem) o innej, alternatywnej wersji wydarzen - innny origin postaci po 1994 nie zaistniał. Mozna sie klocic czy zakonczenie albumu kwalifikuje go do wersji alternatywnej - bo do tej pory nikt o nim nie wspomina. Ale wersji zaprzeczajacej tym wydarzeniom rowniez nie opublikowano.

Dlaczego: "Tak zwana ". Bo trylogia to jedynie z nazwy (...of the Demon) i formatu (wszystkie materiały pojawiły się jako tak zwane powieści graficzne). Ale i autorzy różni, i wydarzenia w środku są wewnętrznie sprzeczne - w ostatnim tomie Talia opisuje śmierć swojej matki całkiem inaczej niż miało to miejsce w pierwszym tomie. BYł to pierwszy krok O'Neila do ubezwłasnowolnienia i odcięcia się od dwóch pierwszych tomów, kolejny nastąpił dwa lata później, przy "Zero Hour".

I jeszcze jedno. Rozrozniajmy pojęcia.
Elseworldem nazywajmy to, co do serii Elseworld nalezalo.
To, co nie nalezy do kontinuum nazywajmy tym, co nie nalezy do kontinuum.
Bo to rozne pojecia. Te pierwsze byly tworzone celowo jako zabawa w "co by było, gdyby", a te drugie w momencie tworzenia były całowicie 'in continuum', by później ulec zdegradowaniu do opowieści która "już się nie liczy" - najczesciej to przez wydarzenia zwiazane z jednym z Kryzysów i decyzjami podejmowanymi przy tej okazji przez autorów i/lub redaktorów wydawnictwa. Inne intencje podczas tworzenia, inny sposób odbioru. I inna interpretacja wydarzeń. Wydarzenia przed 1986 nigdy nie były traktowane jako Elseworldy. To wydarzenia zapomniane, z innej Ziemi, ale traktowane w momencie pisania jako rzeczywistość obowiązującego na dany moment kontinuum.

"Son of the Demon" zakonczyl status jako 'out of continuuity' (nigdy 'Elseworld' - to określenie zachowajmy dla komiksów z serii) z momentem uznania przez Morrisona Damiana za syna Wayne'a (zamieszanie przypisane zostało wydarzeniom z Infinite Crisis).

Czyli: ani "z początku", ani "Elseworldom", ani nawet "trylogia". A redaktor O'Neil miał swoje do powiedzenia, gdy był redaktorem.

===
2. Dezinformacja czyli jak recenzent broni swojego stanowiska.

Chudy napisał:
"Wiem to, ponieważ czytałem komiks - jego struktura i zakończenie wskazują na to, że nie nalezy do kontinuum. Ponadto w stopce jest zawarta o tym stosowna informacja."
Chudy(07-05-2010 15:31)
Ok, żeby to skończyć raz-dwa:

- Doszło do pewnego nieporozumienia. Rozprawiając o Birth of the Demon sądziłem, że san pierowtny sprzed 18 lat nadal jest aktualny. Cała trylogia demona z początku była przynalezna Elsewordlom, a redaktor bat-tytułów Denny O'neil nie umieszczał ich w głównej chronologii. Niemniej wypadło mi z głowy to, że międzyczasie były dwa Kryzysy - Infinite Crisis i Final Crisis, które zmieniły kontinuum dość drastycznie. Omineła mnie informacja, że ten komiks znajduje si już w chronologii, co i tak jest dość dziwne, bo przez ostatnich 20 lat wydarzenia z tego komiksu nie zostały zawarte jako retrospekcje w znanym mi komiksie w Batmanie ani nigdy nie wspomniano, że Batman zaznał tak wcześnie efektów Jam Łazarza. Ehhh... nie ogarniam już tego związku przyczynowo-skutkowego...

- Tomku, to wreszcie masz ten komiks czy go nie masz? Bo na FB napisałeś mi coś innego :)

- "Dotychczas", tzn. do czasu, aż Morrrison przejął stary i rozpoczął swoją surrealistyczną fantasmagorię, która jest co prawda ciekawa, ale cięzkostrawna. Chciałem dać jedynie wyraz mojemu przywiązaniu do unwiersum Batmana pomiędzy Kryzysem Wolfmana a Johnsa, które było spójne i klarowne.

- W przypisach pisze o kuriozalności :) Przypis jest jedynie komentarzem-suplementem do tekstu, który nie był niezbędny do zawarcia między wierszami.Jest wynikiem lektury wywiadów z Morrisonem i redaktorami bat-tytułów. I nie ocenia, a jedynie przypuszcza. Jest wielka różnica pomiędzy tymi słowami.

Zresztą (tak na marginesie) szczerze uważam, że zabijanie postaci a potem ich wskrzeszanie (i to tak szybko, jak to Brubaker zrobił z Capem) jest kuriozalne, bo jest zwyczjanym robieniem czytelnika w balona. W komiksach superobhaterskich śmierć została odarta z jakiegokolwiek znaczenia i to jest ich wielka wada.
humpel(06-05-2010 15:53)
tffuu.... zła literówka... hipotetyczną historią jest...
humpel(06-05-2010 15:46)
1. Birth of the Demon jako Elseworld
Mam komiks przed sobą. Wskaz proszę, co konkretnie w tresci i kostrukcji wskazuje, że tytuł nie nalezy do kontinuum.

Pokaz mi w stopce, gdzie jest informacja, ze tytul jest nie z glownego kontinuum. Skan mile widziany.

Elseworld istnieje od końca lat osiemdziesiątych. Birth jest komiksem z 1992 roku. Zaden ze szeczegolowych spisów Elseworldow nie uwzględnia tego albumu. Sam album nie nosi logo cyklu. Dlaczego?

Mam bielmo na oczach, bo nie widze rzeczy o ktorych piszesz.

2. Origin Ra'sa
2.1. Batman: Year One - Ra's al Ghul
Nie, Chudy, nie przegapilem. Znam komiks (choć nie lubie - bo to co Gulacy tforzy nie jest w moim typie). Klopot polega na tym, ze Ra's w flashbackach w tym komiksie jest już nieśmiertelny i podróżuje po świecie, w poszukiwaniu esencji nieśmiertelności - to historia o poszukiwaniu odpowiedniej receptury, nie origin bohatera - ten pojawił sie wczesniej. Zgadnij gdzie.

Oczywiście, że "Birth of the Demon" nie przedstawia originu definitywnego. Po pierwsze to relacja z trzeciej ręki (ta zawsze moze sie zmienic), po drugie dlugowieczni (w sensie istnienia na rynku) bohaterowie maja tendencje do zmieniana originu przy nadarzajacej sie okazji (najlepiej przy Kryzysie).Historia Ra'sa zmieni się jeszcze nie raz. Póki jednak to nie nastąpiło, wydawnictwo DC Comics nie podało jednak innej.

Kadry z "Birth of the Demon" są umieszczane w oficjalnym, bieżącym originie postaci umieszczonym na oficjalnej stronie wydawnictwa (tyle na temat niepewnych źródeł internetowych). Zapraszam do lektury.
http://www.dccomics.com/dcu/heroes_and_villains/?hv=origin_stories/ras_al_ghul&p=1
http://www.dccomics.com/dcu/heroes_and_villains/?hv=origin_stories/ras_al_ghul&p=2

Po raz kolejny - "Birth of the Demon" nie jest Elseworldem.

3. Wracamy do poczatku, bo widze, ze się nie rozumiemy.

Cytat z Chudego:
"Ależ ja nie neguje, że Batman wielokrotnie działał poza Gotham. Tyle tylko, że w przeszłości miało to w sobie więcej sensu, aniżeli dotychczas."

"Dotychczas", czyli kiedy? W serii, której jeszcze na oczy nie widziales? Nie oceniaj komiksu po zapowiedzi, filmu po trailerze, ksiązki po okładce. Nie w tekstach opniotworczych, jakimi sa recenzje. Przyjmij do wiadomosci i zastosuj.

4. I o to wlasnie chodzi - nie wyraziles _sceptycznej_ opinii o _zapowiedzi_ miniserii. Gdyby tak było, nie byłoby tego tematu.

Przeczytaj ostatnie zdanie recenzji. Czytelnik nie znajac recenzenta (nie ma obowiazku czytania w myslach) dochodzi do jednego - ty powrót do współczesności już oceniłeś i wydałeś wyrok: jest "kuriozalny". Sceptycyzm to wychodzi w dopiero w przypisach...

---
Morszczuk, czesciowo masz dobre wrażenie. Ale to nie formum, nie ma gdzie tego przenieść.

Rozmawiamy tez o odbiorze postaci bohatera przez recenzenta, co ma wpływ na samą recenzję. Bo (uwaga!), "Co się stało z Zamaskowanym Krzyżowcem?" jest historią hipoteczną, zmyśloną i światowi alternatywnemu bliską. A jak sam recenzent przyznaje stosuje w takim przypadku (bo Elseworldy traktujemy inaczej) podwójne standardy oceny fabuły.
Morszczuk (ocenił(a) na 5)(06-05-2010 14:39)
... ekhem ... mam wrażenie,że dyskutujecie o sprawach nie istotnych w odniesieniu do tego komiksu i dotyczących zdarzeń przyszłych, i niepewnych ...
Chudy(06-05-2010 09:51)
Nic mi się nie ubzdurało :) To JEST Elseworld, a origin Ras Al Ghula w nim zawarty nie jest wcale oficjalny ani aktualny na obecne czasy :) Wiem to, ponieważ czytałem komiks - jego struktura i zakończenie wskazują na to, że nie nalezy do kontinuum. Ponadto w stopce jest zawarta o tym stosowna informacja. Gdybyś czytał komiks a nie opierał się na niepewnych źródłach internetowych, to byś o tym wiedział :) Poza tym najwyraźniej omineło Cię po drodze pare originów Rasy, włącznie z Year One Devin Grayson. Ale to już niekonsekwencja w chronologii komiksów superobhaterskich, a ta jest już stara jak świat...

Ależ ja nie neguje, że Batman wielokrotnie działał poza Gotham. Tyle tylko, że w przeszłości miało to w sobie więcej sensu, aniżeli dotychczas.

Ja natomiast będe się trzymał swojej wersji - wyraziłem swoją sceptyczną opinię do zapowiedzi miniserii. Zwyczajnie nie wierzę, że może wyjść z tego coś dobrego. Tylko tyle.
humpel(05-05-2010 15:47)
1.
Chudy, w którym miejscu "Birth of the Demon" powiedziane jest, ze to Elseworld? We wstępie do albumu są odwołania do postaci z kontinuum, i zapowiedz, że czytelnicy w koncu poznają origin bohatera. I obietnica zostaje dotrzymana.

Źródła internetowe (łącznie w wiki) jednym głosem twierdzą, że BotD jest oficjalnym originem postaci. Nigdzie nie ma ani słowa o tym, że to wersja alternatywna. Coś ci się ubzdurało - myślenie zyczeniowe (skoro Son of the Demon bylo wersją alternatywna, to i ten album nią być musi) trafia na pulapki (to nie byla wersja alternatywna, tylko zapomniana historia sprzed lat).

2.
Batman pojawia się poza Gotham nie tylko w ramach tego komiksu, wiec oczu mi nie mydl jakimis (rzekomymi) Elseworldami.

3.
Skoncze na tym, od czego zaczalem (bo poki co, depczemy w kolko):
Przesądzanie o losach materiału nie wydanego nie powinno mieć miejsca w tekście krytyczny, w szczegolnosci w recenzji całkiem innego albumu. Koncept takiej serii moze ci sie podobac, albo i nie - ale recenzja taka jak ta, nie jest miejscem na tego typu wynurzenia.

I tej wersji będę sie trzymal.
Chudy(05-05-2010 12:05)
Z "Birth of the Demon" jest o tyle inna sytuacja, że to "Elseworld". W komiksach z tej serii na ekseprymentowanie było miejsce i wychodziło z tego cos fajnego. I na dodatek nie szkodziło to atmosferze głównego kontinuum.

Ja nie mam nic przeciwko bat-kowbojowi i piratowi. Ale moim zdaniem to pasuje bardziej do "Elseworldów". W głównych seriach i miniseriach należących do naturalnego kontinuum wygląda to dość... groteskowo, wręcz śmiesznie.
humpel(04-05-2010 23:22)
Cytat z Chudego:

"To samo z Batmanem - jego miejsce moim zdaniem jest na ulicy, gdzie może się rozprawiać z dealerami narkotyków i stykać się z problemami natury społecznej, różnymi patologiami, korupcją itp."

Pojawiła się ostatnio petycja o wydanie komiksu "Birth of the Demon". Komiksu w którym Batman pojawia się na 30% objętości albumu - reszta to historia Ra's Al-Ghula. A większość akcji komiksu dzieje się w Afryce Północnej, u stóp jamy Łazarza... Zero dealerów narkotyków, zero problemów natury społecznej, o mrocznych zaułkach nie wspominając.

Nasuwa się pytanie - jak będzie wyglądała recenzja albumu o którego wydanie zabiega recenzent, przy takim podejściu do postaci bohatera?
grafika: Fedor i Kuna