Login:

Hasło:

 autologowanie


rejestracja
zapomniałeś hasła?
Konkurs "Wytypuj Oscary 2012"

Wczoraj poznaliśmy nominacje do nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej, więc zapraszamy Was do udziału w konkursie „Wytypuj Oscary 2012”.więcej...


Konkurs na opowiadanie "Apokalipsa".

Zapraszamy do wzięcia udziału w konkursie na opowiadanie zatytułowanym „Apokalipsa".więcej...


Kliknij, aby przej do Paradoksowego Kalendarium Konwentowego
Widok: treść | komentarze
"Tron: Dziedzictwo" - recenzja druga
Dodano: 16-01-2011 10:03
Odsłon: 1100
Autor: Piotr Bednarek
Redaktor: Motyl

 

Kino science-fiction jest niemożliwe do zrealizowania, a jedynym filmem, który może być uznany za przedsięwzięcie s-f w pełnym tego słowa znaczeniu jest „Odyseja Kosmiczna 2001” Stanleya Kubricka. Tak przedstawia sprawę Carl Freedman w jednym z ważniejszych esejów dotyczących gatunku s-f poprzedniego stulecia, i trudno się z nim nie zgodzić (Carl Freedman "Kubrick's 2001 and the Possibility of a Science-Fiction Cinema).

Według Freedmana, współczesne kino science-fiction to tylko błyskotki dla oczu i puste, pozbawione jakiegokolwiek głębszego sensu efekty wizualne, które przykrywają intelektualne braki twórców, a może też całej ludzkiej rasy.

Na „Tron: Dziedzictwo” trudno nie spojrzeć z perspektywy filozofii Freedmana, rozkładając film na poszczególne elementy, niczym białe światło przepuszczone przez pryzmat. Łatwo wtedy dostrzec jak precyzyjnym są one dowodem na to, że kino science-fiction to nic więcej jak wizualne fajerwerki. Trudno też nie dojść do wniosku, że Joseph Kosinski nie zdołał uciec zbyt daleko od krytykowanych przez Freedmana za brak jakiegokolwiek przekazu “Spotkań trzeciego stopnia” czy  nawet “Gwiezdnych Wojen”. Patrząc na „Tron: Dziedzictwo” warto jednak zwrócić uwagę na kilka istotnych szczegółów, które moim zdaniem stawiają ten film wśród najlepiej zrealizowanych widowisk ubiegłego roku.

Po pierwsze, to reżyserski debiut Josepha Kosinskiego, jeśli chodzi o pełnometrażowe produkcje. Uzasadnione jest więc pytanie, dlaczego ktoś z tak małym doświadczeniem dostaje szansę na odtworzenie kultowego „Tronu” z 1982 r.?  Dorobek artysty przyćmiewa częściowo wątpliwości. Uznanie zapewnił sobie fenomenalnymi klipami reklamowymi dla marek takich jak: Apple, Chevrolet czy Nike. Równie ważne, z mojego punktu widzenia, są też jego projekty związane z grami komputerowymi. W środowisku graczy znany jest z produkcji spotów reklamowych do wielkich hitów; jak „Halo” czy „Gears of War”, którym ciężko (klipom) odmówić zakopanych w nich pokładów kreatywności.

Po drugie, i wielu przede mną już to zauważyło, historia opowiedziana w filmie nawet w najmniejszym stopniu nie stara się być czymś więcej jak miałkim usprawiedliwieniem wspomnianych efektów (tak działają też, w większości, gry wideo). Można się tu doszukiwać różnych wątków ideowych, ale na dobrą sprawę nie ma to sensu .To jest też powód dla którego spora część krytyków uznała „Tron: Dziedzictwo” za wtórny, nic nie wnoszący, pusty i ze słabą historią. Choć moim zdaniem to trochę jak ocenianie bolidu Formuły 1 za wygodę i łatwość obsługi.

Po trzecie, zaangażowanie do tej produkcji duetu muzyków Daft Punk, który z samej nazwy (daft = bezmyślny, głupi), elektronicznej stylistyki i faktu, że panowie “grają” swoją muzykę przebrani w kosmicznie wyglądające stroje i futurystyczne hełmy – jest mieszanką iście wybuchową. Nie trudno też zauważyć, że ścieżka dźwiękowa w tym filmie wysuwa się na pierwszy plan. Począwszy od sceny w salonie gier, przez ucieczkę motocyklem czy scenę w wirtualnym klubie, gdzie to właśnie duet Daft Punk, dosłownie, zapewnia tło dla widowiskowej walki (występują w filmie). Muzyka stanowi tu zaprzeczenie reguły, że dobra ścieżka dźwiękowa powinna być niesłyszalna (bo, tak dobrze się komponuje w to co dzieje się na ekranie).

Wniosek, który z powyższego można wyciągnąć jest dla mnie oczywisty. Spłyca on odbiór dzieła jako filmu fabularnego, pozwala jednak na postrzeganie tego projektu w innych kategoriach. Mianowicie Joseph Kosinski stworzył i perfekcyjnie zaaranżował gigantyczny spot reklamowy, czy może teledysk dla zespołu „Daft Punk”. Dzięki oszałamiającej wizji wirtualnego świata, ścieżce dźwiękowej, która odgrywa bardzo ważną rolę i prawie całkowitej rezygnacji z zabawy fabularnej (ideologii?) nowy „Tron” jest moim zdaniem filmem bardzo dobrym. Są to, jak wspomniałem we wstępie, fajerwerki, ale zrealizowane w sposób perfekcyjny; grające na poczuciu estetyki odbiorcy, nie udające natomiast, że kryje się za nimi jakieś głębsze, mające poruszyć nasze sumienia, przesłanie. Doświadczenie Kosinskiego w produkcji spotów do gier i reklam wylewa się z ekranu wiadrami. Doskonałe wstrzelenie się w oczekiwania fanów pierwowzoru (którzy w przeciwieństwie do krytyków zagłosowali portfelami) i sprawne przeniesienie ich 8-bitowych fascynacji z 1982 r. w świat nowoczesnej technologii 3D to wielki sukces reżysera. Reszta, zależy już od gustu odbiorcy. Jak to mówi w początkowej scenie Jeff Bridges: "I got in". I tego również wam życzę.

 

Tytuł: "Tron: Dziedzictwo"

Reżyseria: Joseph Kosinski

Scenariusz: Adam Horowitz, Edward Kitsis

Obsada:

  • Jeff Bridges
  • Garrett Hedlund
  • Olivia Wilde
  • Bruce Boxleitner
  • Beau Garrett
  • Michael Sheen
  • Anis Cheurfa

Muzyka: Daft Punk

Zdjęcia: Claudio Miranda

Montaż: James Haygood

Kostiumy: Michael Wilkinson

Czas trwania: 125 minut

Średnia ocena: 5.33 (3 głosy)


Chrome(19-01-2011 21:32)
Moim zdaniem ten film jest całkiem niezły wszystko mi się podobało efekty, fabuła poza tym każdy ten film ocenia inaczej, a moim zdaniem jest fajny i poszedłbym na niego jeszcze raz. Myślę, że można go porównywać z Awatarem takie same efekty specjalne 3D. Gdyby nie 3D film nie byłby taki efektowny i fajny.
piotrektt (ocenił(a) na 5)(16-01-2011 19:45)
jasne, że kuleje w pewnych aspektach: jak wlasnie fabula i gra aktorska (w sumie tutaj sa raczej popisy kaskaderskie). w innych jest bardzo dobry :)
S_p_i_d_e_r (ocenił(a) na 6)(16-01-2011 16:10)
Może troszkę kuleje, ale nie jest zupełnie beznogi ;)
Motyl(16-01-2011 16:09)
Każdy może mieć własne zdanie Karolu. Film nie musi być głęboki, ale może być ciekawszy i z lepszą grą/wykorzystaniem postaci. Daleko nie trzeba szukać, stare Indiany Jonesy miały niezapomniany klimat, aktorstwo, o którym się pamięta, wciągającą historię i też nie był głębokie. Dostarczały czystej rozrywki. TR2N może być wizualnym majstersztykiem, mieć wspaniałą muzykę, ale w pozostałych elementach niestety kuleje.
wild_beast (ocenił(a) na 5)(16-01-2011 14:45)
W końcu recenzja która oddaje moje uczucia. T2ON to wizualne arcydzieło które nie stara się być głębokie i dzięki temu jest taki świetny. ;)
S_p_i_d_e_r (ocenił(a) na 6)(16-01-2011 11:06)
Bardzo sluszne spojrzenie na T2ON. Ja tez "got in", ale dopiero w czasie 2 ogladania.
grafika: Fedor i Kuna