
Crystalicum
eFHa
Fornost
Grojkon
KRAKERS 38/2012
Labyrinth
Orodlin
Projekt Dziedzictwo
Pyrkon
Rafineria
Reunicon
Shadows of Poland
SPOT
The Resistance: Agenci Molocha
VIS ARCANA
Wydawnictwo GRAMEL
XXV Lubelskie Dni Fantastyki
Ziemie Jałowe
Wczoraj poznaliśmy nominacje do nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej, więc zapraszamy Was do udziału w konkursie „Wytypuj Oscary 2012”.więcej...
Zapraszamy do wzięcia udziału w konkursie na opowiadanie zatytułowanym „Apokalipsa".więcej...
AltBay.tv
Anime Dream
Anime-Games-World
Arena Horror
Cinema City
Copernicus Corporation
CRANN-TARA
Creatio Fantastica
DC MULTIVERSE
Dom Wydawniczy REBIS
Dragon Age
EGMONT Polska
Fabryka Gier Historycznych
Fabryka.pl
Fallout Corner
Fantasy Komiks
Golden Storm Film
Hanami
Instytut Wydawniczy ERICA
IQ Publishing
KZ
LSF "Cytadela Syriusza"
MiOhi
Najmita
Orodlin
OUTPOST
Pod Grzechoczącymi Kośćmi
QFANT
Rebel
RedDragon - gra online
Santic.pl
SKMFiGF Grimuar
Stowarzyszenie Kultury Alternatywnej
THE OUTER RIM
THORGALVERSE
Trek.pl
TROM
Wolsungeria
Wydawnictwo Akapit-Press
Wydawnictwo Ars Machina
Wydawnictwo Fabryka Słów
Wydawnictwo GRAMEL
Wydawnictwo Ifryt
Wydawnictwo Initium
Wydawnictwo Jaguar
Wydawnictwo Kuźnia Gier
Wydawnictwo Mag
Wydawnictwo Portal
Wydawnictwo Powergraph
Wydawnictwo Prószyński
Wydawnictwo Runa
Wydawnictwo Solaris
Wydawnictwo Supernowa
Wydawnictwo Waneko
Kino science-fiction jest niemożliwe do zrealizowania, a jedynym filmem, który może być uznany za przedsięwzięcie s-f w pełnym tego słowa znaczeniu jest „Odyseja Kosmiczna 2001” Stanleya Kubricka. Tak przedstawia sprawę Carl Freedman w jednym z ważniejszych esejów dotyczących gatunku s-f poprzedniego stulecia, i trudno się z nim nie zgodzić (Carl Freedman "Kubrick's 2001 and the Possibility of a Science-Fiction Cinema).
Według Freedmana, współczesne kino science-fiction to tylko błyskotki dla oczu i puste, pozbawione jakiegokolwiek głębszego sensu efekty wizualne, które przykrywają intelektualne braki twórców, a może też całej ludzkiej rasy.
Na „Tron: Dziedzictwo” trudno nie spojrzeć z perspektywy filozofii Freedmana, rozkładając film na poszczególne elementy, niczym białe światło przepuszczone przez pryzmat. Łatwo wtedy dostrzec jak precyzyjnym są one dowodem na to, że kino science-fiction to nic więcej jak wizualne fajerwerki. Trudno też nie dojść do wniosku, że Joseph Kosinski nie zdołał uciec zbyt daleko od krytykowanych przez Freedmana za brak jakiegokolwiek przekazu “Spotkań trzeciego stopnia” czy nawet “Gwiezdnych Wojen”. Patrząc na „Tron: Dziedzictwo” warto jednak zwrócić uwagę na kilka istotnych szczegółów, które moim zdaniem stawiają ten film wśród najlepiej zrealizowanych widowisk ubiegłego roku.
Po pierwsze, to reżyserski debiut Josepha Kosinskiego, jeśli chodzi o pełnometrażowe produkcje. Uzasadnione jest więc pytanie, dlaczego ktoś z tak małym doświadczeniem dostaje szansę na odtworzenie kultowego „Tronu” z 1982 r.? Dorobek artysty przyćmiewa częściowo wątpliwości. Uznanie zapewnił sobie fenomenalnymi klipami reklamowymi dla marek takich jak: Apple, Chevrolet czy Nike. Równie ważne, z mojego punktu widzenia, są też jego projekty związane z grami komputerowymi. W środowisku graczy znany jest z produkcji spotów reklamowych do wielkich hitów; jak „Halo” czy „Gears of War”, którym ciężko (klipom) odmówić zakopanych w nich pokładów kreatywności.
Po drugie, i wielu przede mną już to zauważyło, historia opowiedziana w filmie nawet w najmniejszym stopniu nie stara się być czymś więcej jak miałkim usprawiedliwieniem wspomnianych efektów (tak działają też, w większości, gry wideo). Można się tu doszukiwać różnych wątków ideowych, ale na dobrą sprawę nie ma to sensu .To jest też powód dla którego spora część krytyków uznała „Tron: Dziedzictwo” za wtórny, nic nie wnoszący, pusty i ze słabą historią. Choć moim zdaniem to trochę jak ocenianie bolidu Formuły 1 za wygodę i łatwość obsługi.
Po trzecie, zaangażowanie do tej produkcji duetu muzyków Daft Punk, który z samej nazwy (daft = bezmyślny, głupi), elektronicznej stylistyki i faktu, że panowie “grają” swoją muzykę przebrani w kosmicznie wyglądające stroje i futurystyczne hełmy – jest mieszanką iście wybuchową. Nie trudno też zauważyć, że ścieżka dźwiękowa w tym filmie wysuwa się na pierwszy plan. Począwszy od sceny w salonie gier, przez ucieczkę motocyklem czy scenę w wirtualnym klubie, gdzie to właśnie duet Daft Punk, dosłownie, zapewnia tło dla widowiskowej walki (występują w filmie). Muzyka stanowi tu zaprzeczenie reguły, że dobra ścieżka dźwiękowa powinna być niesłyszalna (bo, tak dobrze się komponuje w to co dzieje się na ekranie).
Wniosek, który z powyższego można wyciągnąć jest dla mnie oczywisty. Spłyca on odbiór dzieła jako filmu fabularnego, pozwala jednak na postrzeganie tego projektu w innych kategoriach. Mianowicie Joseph Kosinski stworzył i perfekcyjnie zaaranżował gigantyczny spot reklamowy, czy może teledysk dla zespołu „Daft Punk”. Dzięki oszałamiającej wizji wirtualnego świata, ścieżce dźwiękowej, która odgrywa bardzo ważną rolę i prawie całkowitej rezygnacji z zabawy fabularnej (ideologii?) nowy „Tron” jest moim zdaniem filmem bardzo dobrym. Są to, jak wspomniałem we wstępie, fajerwerki, ale zrealizowane w sposób perfekcyjny; grające na poczuciu estetyki odbiorcy, nie udające natomiast, że kryje się za nimi jakieś głębsze, mające poruszyć nasze sumienia, przesłanie. Doświadczenie Kosinskiego w produkcji spotów do gier i reklam wylewa się z ekranu wiadrami. Doskonałe wstrzelenie się w oczekiwania fanów pierwowzoru (którzy w przeciwieństwie do krytyków zagłosowali portfelami) i sprawne przeniesienie ich 8-bitowych fascynacji z 1982 r. w świat nowoczesnej technologii 3D to wielki sukces reżysera. Reszta, zależy już od gustu odbiorcy. Jak to mówi w początkowej scenie Jeff Bridges: "I got in". I tego również wam życzę.
- Zobacz także pierwszą recenzję filmu "Tron: Dziedzictwo"
Tytuł: "Tron: Dziedzictwo"
Reżyseria: Joseph Kosinski
Scenariusz: Adam Horowitz, Edward Kitsis
Obsada:
- Jeff Bridges
- Garrett Hedlund
- Olivia Wilde
- Bruce Boxleitner
- Beau Garrett
- Michael Sheen
- Anis Cheurfa
Muzyka: Daft Punk
Zdjęcia: Claudio Miranda
Montaż: James Haygood
Kostiumy: Michael Wilkinson
Czas trwania: 125 minut

