Andrzej Pilipiuk „Czasy, które nadejdą” - recenzja

Autor: Damian Podoba Redaktor: Motyl

Dodane: 09-04-2024 23:30 ()


„Czasy, które nadejdą” Andrzeja Pilipiuka, to najnowszy, czternasty tom opowiadań tzw. bezjakubowych. Zgodnie z dotychczasowym trendem jest to zbiór kilku krótkich opowieści o nowych przygodach Pawła Skórzewskiego i Roberta Storma z jednym strzałem w nowy akcent.

Mistrz opowiadań w nowej odsłonie nie przyniósł jakiejś wielkiej rewolucji. Kto zna styl Pilipiuka, nie powinien być zaskoczony. To po prostu Pilipiuk, ale w nowych, ciekawych historiach przedstawionych prostym, lekkim językiem. W tym tomie znajduje się pięć opowiadań o różnej długości. Dwa są o Skórzewskim, dwa o Stormie, a jedno to nowa historia czerwonego kapturka. Wszystkie teksty są umieszczone w realiach historycznych lub z historią powiązane. Są mniej lub bardziej realistyczne i czyta się je dobrze. Ten wywód można było właściwie skończyć na słowach „to po prostu Pilipiuk”, ale poznęcam się trochę.

Opowiadanie otwierające tom nosi tytuł „Remedium”. I chociaż fajnie było ponownie spotkać się ze Skórzewskim, to był to tekst, który mnie trochę znudził. Ciągnął się dość długo i dopiero na koniec zawiązała się ciekawsza sytuacja. Dużo lepiej wypadła kolejna historia zatytułowana „Klementynka”. To fajnie napisane, humorystyczne opowiadanie będące nieco inną wersją baśni o czerwonym kapturku. Akcja została osadzona w PRL-u w czasie stanu wojennego i bazuje przy okazji na stereotypach sprytnych opozycjonistów i głupich ubeków. Jako kolejny pojawił się Robert Storm, który ruszył na poszukiwanie tytułowych armat w tekście „Siódma armata” i jak zwykle wpakował się w kłopoty. Jego pomysły są porządnie odjechane, ale ostry jak brzytwa umysł pomaga rozwiązać zarówno zagadki historii, jak i sprawy bieżące. W dalszej kolejności jest opowiadanie „Profesor Śmierć”, w którym Skórzewski odwiedza… Wojsławice. Ton opowieści nadaje postać niemieckiego chemika Fritza Habera, twórcy cyklonu B. Jest to interesująca fabuła, według mnie lepsza niż „Remedium”. Na końcu znajduje się opowiadanie, które dało tytuł dla całego tomu. „Czasy, które nadejdą” to kolejna przygoda Roberta Storma. I tu mam poważny zgrzyt, bo niby w tle jest historyczny artefakt, ale całe opowiadanie jest najbardziej oderwanym od rzeczywistości. Mamy tu wielki misz-masz motywów oraz dzikie tempo akcji. Moje wątpliwości budzi jednak dość mocne odejście od klasycznych przygód młodego kolekcjonera.

Bohaterowie w opowiadaniach Andrzeja Pilipiuka są bardzo wyraziści. Mają swoje poglądy, często wyrażane z przekąsem i uderzające w rzeczywiste tematy. Kiedyś z wypiekami na twarzy czekałem na kolejne pojawienia się Skórzewskiego i Storma, ale po tym tomie chcę już powoli oswajać się z myślą, że ich czas mija. Formuła chyba się zużyła i czas na coś nowego. Dla jasności – czytało mi się ten tom naprawdę dobrze, ale zabrakło mi takiej zawadiackiej iskry, która jeszcze kilka tomów wcześniej sprawiała, że opowiadania były porywające i wchodziły na raz. Trudno było oderwać się od lektury. Teraz z przyjemnością poznałem „nowe” losy bohaterów, ale „Remedium” czytałem dwa dni. Najlepszym opowiadaniem w tej odsłonie była bez dwóch zdań „Klementynka”. Niestety, mam wrażenie, że to tak zwany pojedynczy strzał, bo nie widzę w tej bohaterce potencjału na więcej przygód, ale sam fakt pojawienia się czegoś nowego był bardzo pozytywny.

Jak wspomniałem wcześniej – styl pilipiukowy jest już dość powszechnie znany i nie ma się co nad nim specjalnie rozwodzić. To jest to pisanie lekkie, rozrywkowe, często z jakąś puentą. Nie jest to literatura noblowska, ale też chyba nigdy nie miała być. Pilipiuk jest takim Tarantino polskiej fantastyki. Ma swoich aktorów, swoje schematy i pomysły. Czasem błyśnie coś nowego, ale z reguły trzyma się tego, co sprawdzone. To właśnie Tarantino zapowiedział, że nakręci tylko 10 filmów i koniec. Może w przypadku Andrzeja Pilipiuka będzie to 15 tomów ze Skórzewskim, a później coś nowego? Światów Pilipiuka jest mnóstwo, poza tym wierzę w wyobraźnię Wielkiego Grafomana.

„Czasy, które nadejdą” są wydane bardzo ładnie. Zintegrowana, nieco grubsza okładka z tasiemką prezentuje się solidnie. Ilustracja na okładce jest bardzo elegancka i wprowadza ciekawy nastrój. Szymon Wójciak wykonał solidną pracę. Na wyklejce od wewnątrz książki są przepiękne grafiki jakby żywcem zaczerpnięte z nowożytnych map. Wewnątrz tomu znaleźć można kilka prac Pawła Zaręby, które ilustrują opowiadania. Mają one fajne, realistyczny styl, dzięki czemu są czytelne i jednoznaczne.

Książkę polecam każdemu, kto lubi dobrą rozrywkę opartą na prawdziwych elementach. Odpowiednio dawkowana to lektura na kilka wieczorów. Jest to rzecz na swój sposób wtórna, ale czy na tyle męcząca, żeby od razu się zniechęcić? Nic z tych rzeczy. Lekki styl, dobry warsztat dają solidną rozrywkę.

 

Tytuł: Czasy, które nadejdą

  • Autor: Andrzej Pilipiuk
  • Wydawnictwo: Fabryka Słów
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Liczba stron: 376
  • Format: 125x195 mm
  • Oprawa: zintegrowana
  • Data wydania: 27.03.2024 r.
  • ISBN: 978-83-6794-929-3
  • Cena: 59,90 zł

Dziękujemy Wydawnictwu Fabryka Słów za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

 


comments powered by Disqus