Login:

Hasło:

 autologowanie


rejestracja
zapomniałeś hasła?
Kliknij, aby przej do Paradoksowego Kalendarium Konwentowego
Widok: treść | komentarze
Payne's Gray - Kadath odkryte
Dodano: 14-07-2006 18:08
Odsłon: 1165
Autor: Levir
Redaktor: Levir

Payne's Gray - Kadath odkryte"Kadath Decoded"

Dream Sequence

Sunset City

The Cavern of Flame

Moonlight Waters

Procession

A Hymn of the Cats

The Way to Ngranek

Within the Vault

Reaching Kadath

Nyarlathothep's Reception

Riding the Shantak

Finale : Sunset City part 2

 

Ten zespół jest znany tylko nielicznym amatorom muzyki a dokładniej rzecz biorąc rocka progresywnego. Powstali w 1990 roku w Niemczech lecz i my Polacy mamy wśród nich swego przedstawiciela, gdyż klawiszowcem jest Polak, Tomasz Turek. Zespół w dorobku ma jedynie płytę demo z 1992 roku pt. "Infinity" oraz wydaną w 1995 roku pełną płytę pt. "Kadath decoded', która właśnie jest idealnym przykładem koncept-albumu opartego na twórczości Lovecrafta.Album jest muzyczną ilustracją zbioru opowiadań "W poszukiwaniu nieznanego Kadath" dotyczącego podróży po Krainie Snów. Towarzyszyć tutaj będziemy Randolphowi Carterowi - choremu z tęsknoty za cudownym, skapanym w zachodzie słońca miastem - w jego wędrówce w poszukiwaniu Wielkich - bogów władających Krainą Snu i ich legendarnej siedziby - nieznanego Kadath.Pierwszy utwór Dream Sequence to głównie pianino i śliczna partia fletu. Kompozycja ta znakomicie wprowadza słuchacza w pożądany nastrój gładko przechodząc w następną - Sunset City. Tu jest tylko trochę żywiej i to głównie za sprawą pojawienia się perkusji tudzież wokali. Pod względem lirycznym Sunset City to pełna żałości skarga bohatera, który nie może dosięgnąć wspaniałego miasta zachodu słońca, a jedynie przelotnie rzucić mu tęskne, śniące spojrzenie. Jest to również modlitwa do władców Krainy Snu, która, nie wysłuchana, pociąga za sobą dalsze wydarzenia.Trzeci utwór The Cavern of Flame to już szybsze i bardziej progmetalowe granie. Zdecydowany odnaleźć swoje cudowne miasto, do którego Wielcy wzbraniają mu dostępu Randolph Carter schodzi podczas snu do Jaskini Płomienia by zasięgnąć rady brodatych kapłanów Nasht i Kaman-Thah.

Ich stanowisko jest nie do przyjęcia: musi zawrócić ! Kadath może leżeć w dziedzinie odmętu i szaleństwa, z której tylko jedna ludzka dusza powróciła w pełni władz umysłowych - Kuranes. A przecież poza granicami Krainy Snu czają się jeszcze gigantyczni, ślepi i bezrozumni Bogowie Zewnętrzni, których wysłannikiem i duszą jest Nyarlathotep. Trudno na swej drodze spotkać większe zagrożenie... Cartera nic nie jest jednak w stanie zawrócić z raz obranego szlaku.Ze względu na ograniczenie czasowe albumu wiele z jego przygód muzyczna ilustracja pomija, niemniej odnajdujemy go jako więźnia na Czarnej Galerze zmierzającej w stronę Księżyca. Przekracza ona Ostateczny Wodospad, gdzie ocean Krainy Snu wlewa się w otchłań spadając przez setki gwiazd i światów aż do domeny króla Zewnętrznych Bogów - Azathotha. Galera zaś płynie naprzód, poprzez skąpane w blasku księżyca wody, aż do swojego portu przeznaczenia.

W tej to malowniczej scenerii rozgrywa się kompozycja - Moonlight Waters, w którą przechodzi wspomniany The Cavern Of Flame. Tu jest wszystko - zrazu spokojne i zadumane, potem zaś zadziorne i ostre partie wokalne, delikatne (znów akustyczna gitara wraz z pianinem) tudzież pełne progmetalowej pasji fragmenty instrumentalne zdradzające kunszt muzyków. Randolph Carter zostaje wysadzony w porcie i zamknięty w okrągłym pomieszczeniu. Czeka na przyjście Wielkiego Posłańca i duszy Zewnętrznych Bogów - Nyarlathotepa, któremu chcą go wydać oślizłe, galaretowate Żaboludy - właściciele Czarnych Galer. Formuje się procesja zmierzająca na porośniętą groteskowymi grzybami księżycową równinę.

Zaczyna się Procession. Następuje diametralna zmiana nastroju - następujące po sobie kosmiczno - psychodeliczne dźwięki. Należy zwrócić uwagę na chlupoczące efekty - to zapewne odgłosy przemieszczania się galaretowatych ciał Żaboludów. A za niedługo następuje istna feria stylizowanych kocich odgłosów - oto przybywa na pomoc Carterowi armia kotów z miasta Ulthar wyrywająca naszego bohatera z rąk oprawców.

Kompozycja A Hymn To The Cats - spokojna i podniosła z wyeksponowanym dźwiękiem pianina, a zwłaszcza fletu, to oczywiście muzyczne podziękowanie dla wybawców. Znów pełne gracji przejście, po czym następuje piękny, pulsujący jednostajnym rytmem, lekko orientalizujący 'The Way To Ngranek' ze śpiewem na tle głosów skandujących złowróżbne inkantacje. Mowa tu o górze, na której zboczu wyrzeźbiono olbrzymie wyobrażenia twarzy Wielkich - w czasach, gdy tańczyli tam w świetle Księżyca. Plan Cartera zakłada odnalezienie ludzi o zbliżonych rysach, gdyż muszą oni mieszkać w pobliżu siedziby bogów Krainy Snu - nie unikających kontaktów z córkami rodzaju ludzkiego. Utwór opowiada też o locie bohatera ze zbocza w dół - do zakazanych trzewi Ziemi, o spotkaniu z widmami i przerażającej wędrówce przez domeny Duchów i Gugów.

Within The Vault to kawałek instrumentalny będący przede wszystkim popisem polskiego klawiszowca - Tomka Turka odstawiającego znakomite, klasycyzujące solo. Kolej już na Reaching Kadath z klimatycznym początkiem przeradzającym się progmetalową jazdę. Orkiestrowe brzmienia syntezatora idą w parze z gwałtownymi zmianami nastroju oraz trudnymi zrazu do ogarnięcia melodiami wokali. Niepokój tej muzyki dobrze oddaje lot armii Cartera w kierunku Kadath. Bohater marzy sobie, że osiągnie onyksowy zamek pośród orszaku widm i nocnych koszmarów, że wkroczy do tronowej sali Wielkich, by odmówić swe modlitwy niczym mistrz pośród marzycieli. Nic z tego - potężny wir zniewala jego oddział, a w końcu rzuca go, samotnego, do upragnionego miejsca. Ale na onyksowym zamku nie ma Wielkich, pojawia się za to procesja czarnoskórych niewolników z trąbami. Właśnie ich dźwięk, zapowiedź przybycia kogoś dostojnego, rozpoczyna Nyarlathoteps Reception. Już wiadomo kim jest dostojnik. Chcąc nie chcąc bohater staje twarzą w twarz z Wielkim Posłańcem. Na początek dużo tu ładnego, neoprogresywnego grania z wyeksponowanymi klawiszami. Muzyka gęstnieje stając się cięższą i mroczniejszą podczas przemowy Duszy Bogów - głosy celowo zniekształcone mieszają się z normalnym śpiewem i powrotem inkantacji. Utwór rozwija się w kierunku przygotowującym nas na najważniejsze słowa całej płyty - cytat z Lovecrafta:"Wiedz bowiem, że twe złote i marmurowe miasto cudów jest tylko sumą tego, co widziałeś i kochałeś w młodości. Ta miłość stapia się, krystalizuje i poleruje przez lata wspomnień i marzeń, jest twoim tarasowatym cudem nieuchwytnych zachodów słońca".Tak bardzo tęsknił Carter za swoim Zabłąkanym Dzieciństwem, że wyśnił miasto, które oczarowało samych Wielkich, aż przenieśli tam z Kadath swoją siedzibę. Czas zawrócić ich do domu - w tym celu bohater ma dosiąść potwornego Shantaka i wraz z nim odwiedzić bogów, potem cudowne miasto będzie już tylko należało do niego. Przybywa ogromny, łuskowaty ptak z końskim łbem i słuchamy Riding The Shantak - doskonałego, progmetalowego, instrumentalnego kawałka oddającego szaleńczą gonitwę poprzez kosmiczne otchłanie kończącą się zeskokiem marzyciela. Zabłąkane, tęskne dzieciństwo i myśli ku niemu biegnące dają Carterowi siłę na wyrwanie się z ostatniej pułapki zastawionej przez Nyarlathotepa oraz powrót do swego uśpionego ciała w Bostońskim mieszkaniu.A podniosły, finalny Sunset City Part 2 ? Może sugerować szczęśliwe panowanie śmiałka w cudownym mieście zachodu słońca na wzór panowania Kuranesa w Celephais oraz Serannianie, ale kto wie...

Średnia ocena: 6.00 (1 głos)


Dodaj komentarz
Autor:

Treść komentarza:
Przepisz napis z obrazka:
grafika: Fedor i Kuna