Login:

Hasło:

 autologowanie


rejestracja
zapomniałeś hasła?
Konkurs "Wytypuj Oscary 2012"

Wczoraj poznaliśmy nominacje do nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej, więc zapraszamy Was do udziału w konkursie „Wytypuj Oscary 2012”.więcej...


Konkurs na opowiadanie "Apokalipsa".

Zapraszamy do wzięcia udziału w konkursie na opowiadanie zatytułowanym „Apokalipsa".więcej...


Kliknij, aby przej do Paradoksowego Kalendarium Konwentowego
Widok: treść | komentarze
Recenzja książki „Komisarz Maciejewski. Kino Venus” Marcina Wrońskiego
Dodano: 22-11-2008 11:43
Odsłon: 715
Autor: Dominika "Elanor" Kurek
Redaktor: druzila

  „O Lublinie nie piszą powieści, bo w tym mieście nie ma nic z bajki" mówi w pewnym momencie jedna z bohaterek „Kina Venus". Ma w tym sporo racji, bo Lublin przedstawiony przez Marcina Wrońskiego jest bardzo odległy od romantycznego obrazu międzywojnia, eleganckiej epoki, ostatniego oddechu ludzi rycerskich obyczajów. „Kino Venus" kojarzy się bardziej z filmami gangsterskimi o czasach prohibicji, gdzie za połą szykownego garnituru krył się pistolet, a pod rondem kapelusza - oczy bandyty.

Druga powieść o komisarzu Maciejewskim jest jednak w znacznej części właśnie książką o mieście. Czytelnicy znający Lublin z łatwością wyobrażą sobie dzisiejsze dzielnice w stylizacji lat trzydziestych i łatwo rozpoznawalne punkty charakterystyczne - jak choćby będący świadkiem ważnych fragmentów w akcji hotel Europa. Tym zaś, którzy miasta nie znają tak dobrze, pomoże stylowa mapka wydrukowana na wewnętrznych stronach okładki. Na dodatek Wroński bardzo umiejętnie wykorzystuje jeden z najciekawszych fragmentów historii Lublina, mianowicie jego liczną przedwojenną populację żydowską. Środowisko Żydów odgrywa znaczącą rolę dla fabuły, a jednocześnie przedstawione jest bez sztucznego sentymentalizmu czy poprawności politycznej. Stylizacji na okres międzywojnia dopełniają uroczo archaizowane wycinki z gazet i okazjonalne nawiązania do nazwisk znanych nam z lekcji historii czy nawet języka polskiego. Jednocześnie jednak, w próbie utrzymania tonu realistycznego, a nawet naturalistycznego, nie brak dość bezpośrednich, choć nie wulgarnych, opisów wszelakich (oględnie rzecz ujmując) dziedzin życia, a także ostrego słownictwa. Zatem jeśli ktoś spodziewa się, że w książce z tej epoki nie znajdzie rzucania w dialogach powszechnie znanym epitetem na k... - może się tu zdziwić.

Nie znaczy to oczywiście, że to książka wyłącznie dla sentymentalnych lublinian czy też miłośników epoki. „Kino Venus" to przede wszystkim kryminał, czy może bardziej powieść sensacyjna - choć główną osią utworu jest tu rozwiązywanie zagadki, rolą czytelnika nie jest mierzenie swoich sił dedukcji przeciw siłom bohaterów i rozwiązanie samemu przedstawionej tajemnicy. To raczej kryminał typu chandlerowskiego, gdzie zasadniczym punktem jest przedstawienie stylowego tła i interesujących postaci. Zresztą główny bohater, podkomisarz Zyga Maciejewski, mimo że policjant, ma w sobie sporo z archetypicznego prywatnego detektywa z filmu noir - nieco ponure, cyniczne podejście do życia, swego rodzaju niechęć do autorytetów i słabość do kobiet. Oczywiście jest to Philip Marlowe mocno przeistoczony przez polską rzeczywistość - co zresztą wychodzi książce na dobre, gdyż nie tracąc nastroju, unika schematyczności i operowania teatralnymi stereotypami.

Podsumowując, „Kino Venus" to dobra lektura, zgrabne połączenie znanych wzorców kultury popularnej z bliższym nam klimatem, oparta na solidnych podstawach fabularnych i zabarwiona lekkim posmakiem stylowej historii.

Korekta: Druzila

Tytuł: Komisarz Maciejewski. Kino Venus

Autor: Marcin Wroński

Wydawnictwo: Red Horse

Data wydania: Październik 2008

ISBN: 978-83-60504-49-9

Liczba stron: 384

Wymiary: 125 x 195 mm

Okładka: miękka

 

Zobacz też: Recenzja pierwszego tomu przygód komisarza Maciejewskiego.

 

Dziękujemy Wydawnictwu Red Horse za udostępnienie książki do recenzji.

Średnia ocena: - (0 głosów)


Elanor(22-11-2008 17:53)
Nic z cyklu o Breslau niestety jeszcze nie czytałam - chociaż czeka gdzieś w kolejce - ale z recenzji tamtego sądząc jest zdecydowanie podobne. Tyle, że ja nie znam Wrocławia, a Lublin - jak najbardziej ;)
Wesoła Magda(22-11-2008 14:33)
OMG brzmi jak "Śmierć w Breslau". Rzeczywiście takie podobne?
grafika: Fedor i Kuna